czwartek, 13 listopada 2014

Epilog

                                                                                 ...
To uczucie kiedy chcesz o kimś zapomnieć ... Ale kiedy próbujesz, uświadamiasz sobie jak bardzo ci na nim zależy, jak bardzo go kochasz, ile szczęścia ci on dawał ...
                                                                                  ...

Znacie to uczucie kiedy odchodzi osoba najbliższa twojemu sercu .. pfff .. osoba która jest twoim sercem ? Znacie to uczucie kiedy budzicie się w nocy krzycząc. Kiedy każdy wasz dzień  nie ma sensu ? Nie ? Widzisz .. ja znam to uczucie już bardzo dobrze, zdążyłem się już nawet z nim zaprzyjaźnić. To bolesna przyjaźń, ale prawdziwa. 

Szedłem spokojnym poboczem kierując się w stronę tego miejsca. 
Usiadłem na ławce kierując swój wzrok na  pomnik na którym były postawione bukiety kwiatów i kilka zniczy. 
- Dlaczego odeszłaś - spytałem cicho. Obiecałem jej że się pozbieram, że nie będę rozpamiętywał ale nie mogę! Była dla mnie wszystkim ... moim światłem w tunelu, kimś dla kogo byłem sobą, kimś komu mogłem oddać swój ostatni oddech , tak jak ona oddała mi swój. Nie ma jej, nie ma mnie ...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 
Epilog ... :( Trochę smutno się skończyło ....  Nie spodziewałam się że napiszę go jeszcze dzisiaj ! Chyba przestane pisać kiedy dodam rozdział bo naprawdę nic nie jest pewne hehe. Bohaterów dodam ... ? Sama nie wiem.  :* 

Czytasz ? - Proszę skomentuj ! Dla ciebie to nic a dla mnie motywacja do dalszej pracy ;3

Rozdział 20

                                                                                ...
                  Ludzie nie płaczą dlatego, że są słabi. Płaczą bo byli silni zbyt długo. 
                                                                                 ...

- Kochanie ... - usłyszałam głos mojego księcia - obudziłaś się, nareszcię. Idę po lekarza - powiedział i miał zamiar już wstać kiedy moja ręka znalazła się na jego. 
- Nie - mój głos nie przypominał normalnego głosu tylko jakiś rechot żaby - nie idź po niego.
Szatyn odwrócił się w moją i kiwnął głową , siadając z powrotem na swoje miejsce.  
- Przepraszam, - łza spłynęła po jego policzku - przepraszam że to zrobiłem - uścisnął mocniej moją dłoń co ja odwzajemniłam. 
- Harry, wybaczam ci - teraz w moich oczach pojawiły się łzy które Harry zaraz otarł. 
- Tak cię kocham - wyszeptał głaskając ręką moje włosy. Brakowało mi tego słowa. Spojrzałam ja jego zielone teńczówki wypełnione łzami. Będzie mi tego brakować, uśmiechu, płaczu, słów. Harry przybliżył się do mnie i całując lekko moje czoło. 

 Będzie mi tego tam brakować, będzie mi tego kurwa cholernie brakować. Kolejne łzy pojawiły się w moich oczach, ale z trudem szybko je wytarłam. 
- Harry ? - spytałam patrząc na chłopaka głaskającego moją głowę.
- Tak słoneczko - słoneczko ? To tak pięknie brzmi z jego ust. Jego głos. Mogła bym go słuchać godzinami ale chyba nie jest mi to dane ... 
- Obiecaj mi coś, dobrze ? - powiedziałam
- Oczywiście , księżniczko - uśmiechnął się do mnie. Jego uśmiech wyrażał tyle na raz. Smutek, nieszczęście , radość i ... miłość. 
- Obiecaj mi że znajdziesz sobie kogoś kto pokocha cię tak jak ja a nawet bardziej, że będziesz szczęśliwy, że nie będziesz rozpamiętywał tego co było ale że czasem też będziesz o mnie pamiętać  - po moich policzkach spłynęła kolejna dawka łez. Za dużo ich ja na dzisiaj a ja mam mało czasu. 
- Ale dlaczego mam ci to obiecać ? - zapytał zaszokowany. Łza spłynęła po jego policzku.
- Obiecaj - kolejne łzy. 
- Ale ... - nie dałam mu skończyć. 
- Obiecaj, proszę ! - zacisnęłam rękę na jego mocnym uściskiem. 
- Obiecuje - powiedział przez łzy. 

* Oczami Harry'ego 

Zbliżyłem się do niej. Spojrzałem w zapłakane oczy i złożyłem na jej ustach lekki pocałunek .
- Żegnaj Harry - wyszeptała zamykając oczy. Żegnaj ... co ? 
- Amelia ? - po moich policzkach spłynęły kolejne łzy - Amelia obudź się - krzyknąłem potrząsając lekko jej rękę. Nawet drgnęła. Aparatura zaczęła piszczeć a lekarze natychmiastowo wbiegli do sali. Chciałem podejść być przy niej ale poczułem zacisk na moim nadgarstku. Gówno mnie to obchodziło kto to był. 
- Harry musimy wyjść - usłyszałem zdenerwowany głos Mal. 
- Pana przyjaciółka ma racje, nic tu na razie pan nie wskura - powiedział lekarz. 
Wyszedłem z sali, bacznie obserwując wszystko za szyby. 
Lekarze biegali wokół łóżka Amelii, a ja nie miałem zielonego pojęcia co się tam dzieje. Nie mogłem zrobić nic. Stałem jak ten kołek i gapiłem się na to wszystko. Jedyne co mogłem zrobić to patrzeć i czekać. 
Po chwili z sali wyszedł lekarz trzymając w rękach bandaż pełny krwi. Czy ... ? Nie. 
- Już wszystko w porządku tak ? Mogę do niej iść ? - zapytałem ocierając ręką łzy. 
Lekarz lekko pokiwał głową. O co chodzi ? 
- Nie mogę. Czemu ? - zapytałem lekko przerażony. 
- Bardzo mi przykro ale ... - podniósł głowę i spojrzał mi w oczy - ... nie udało nam się uratować pacjentki. Usłyszałem głośmy płacz ... histerię ? Malwiny.
W jednej chwili runął cały mój świat. W jednej chwili lekarz tymi słowami zniszczył wszystko. Zniszczył mnie. Czy Amelia gdy kazała złożyć mi obietnice wiedziała że umrze ? Chciała tego ? Czy to prawda ? Chyba już się tego nie dowiem ...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
20 rozdział, 2770 wejść ... no po prostu ryczę ! Tyle osób ! Naprawdę nie spodziewałam się tego. Jest to już koniec opowiadanie, Epilog dodam najprawdopodobniej jutro ! Oczywiście nie jest to koniec bloga, absolutnie ! Po prostu mam pomysł na nowe opowiadanie i chcę go zrealizować. Jutro też powinnam dodać opis bohaterów nowego opowiadania :* Dziękuje też za bardzo miłe komentarze ! Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy ! Kocham was ! 

Czytasz ? - Proszę skomentuj ! Dla ciebie to nic a dla mnie motywacja do dalszej pracy :) ;3

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 19

                                                                                  ...
Zastanawialiście się kiedyś kim są dla was najbliżsi ? Kim jest dla ciebie rodzina która tak naprawdę zawszę was kocha mimo wszystkich błędów ? Kim są dla was przyjaciele których spotykasz na co dzień, z którymi śmiejesz się i spędzasz najlepsze chwilę ? Kim jest dla ciebie osoba którą kochasz taka jaka jest ? Zastanawialiście się kiedyś kim są dla was ludzie których widzisz na co dzień ale nawet nigdy nie zamieniliście ze sobą nawet słowa ? Tak, ja też nie ....... 
                                                                                 ...

Szłam lasem, myśląc kiedy będę mogła z niego wyjść. Jeśli tu mam spędzić resztę ... życia ? To ja już wolę umrzeć. Czemu ja tu jestem ? Chcę być teraz przy Mal, przy chłopakach ... i przy Harrym.  Skrzywdził mnie, znowu. Ale i tak go kocham, najbardziej na świecie. Wiem że się załamie kiedy się nie obudzę , albo gorzej .. kiedy umrę. Mal też się załamie. Pamiętam jak siedziała przy mnie w szpitalu kiedy miałam wypadek na rowerze i złamałam nogę. Była przy mnie, zawsze była i zawszę będzie. A ja zawszę będę przy niej, nawet kiedy mnie już nie będzie, będę w jej sercu , prawda ? 
Ciekawe jak wygląda śmierć ? Czy to tak bardzo boli jak mówią wszyscy. Gdy byłam mała byłam bardzo ciekawska ... 

                                                             WSPOMNIENIE 

- Saro! - krzyknęłam - Saro! - podbiegłam do niej i rzuciłam się jej na ramiona. 
- Cześć kochanie - usłyszałam jej aksamitny głos. Kocham go, jest taki przyjazny. Mogę go słuchać i słuchać. 
- Saro ! Mam pytanie !
- Jakie cukiereczku - uklęknęła przede mną i złapała mnie za rękę. 
- Co to znaczy śmierć ? - zapytałam a ona głośno odetchnęła. 
- Wiesz śmierć nadchodzi wtedy kiedy naprawdę tego chcemy, kiedy tego potrzebujemy. Czasami umieramy ze starości , czasami na jakąś chorobę ... ale zawszę trafiamy w miejsce gdzie jest nam dobrze, gdzie jesteśmy szczęśliwi .... 

                                                                     KONIEC

 Ale zawsze trafiamy w miejsce gdzie jest nam dobrze, gdzie jesteśmy szczęśliwi .... Zawszę powtarzałam sobie te słowa. Były dla mnie jak święte. Brakuje mi Sary, chciałabym wiedzieć co teraz robi i gdzie teraz jest i czy wogóle żyje. 

* Oczami Nialla 

- Chłopaki gdzie jest Harry - zapytałem z chodząc ze schodów. Harry zawszę robi śniadanie a dziś jestem naprawdę głodny. 
- Nie wiem, wyszedł wczoraj i jeszcze nie przyszedł - powiedział Louis. 
- Zadzwonię do Mal - powiedział Zayn sięgając po telefon. 
- Włącz na głośnik - powiedziałem a on tylko pokiwał głową. 

M: Zayn ? 
N : Nie tylko - zaśmiałem się.
Li: Mal wiesz gdzie jest Harry ? Wyszedł wczoraj wieczorem i jeszcze nie wrócił. 
Lou: Jest u was , u Amelia ? 
M: Tak i nie - odetchnęła głęboko. 
N: Czyli ? 
M: Nie jest u nas ale jest u Amelii - wyszeptała. 
Li: Mal ale gdzie ? 
M: W szpitalu tak ... w szpitalu ! - krzyknęła. Można było usłyszeć że płaczę. 
N: Harry w szpitalu ? Co mu się stało , musimy do niego jechać , natychmiast ! 
M: Nialler ty nic nie rozumiesz ? Harremu nic nie jest , to Amelia leży i nie wiadomo czy się obudzi - rozłączyła się. 

Pojedyńcza łza spłynęła po moim policzku. 
- Jedziemy do szpitala - krzyknąłem a chłopaki tylko pokiwali głową. 
Po pół godzinie byliśmy już pod salą w szpitalu. 
- Mal! -  krzyknąłem
- Chłopaki jesteście - powiedziała i przytuliła się do każdego z nas. Miała całe opuchnięte oczy. Widać było że płakała. 
- Gdzie ona jest - zapytałem . 
Spojrzała przez okno do sali, a ja powtórzyłem jej ruch. 

Siedział tam Harry i trzymał Amelie za rękę. 
Boże ... co ona chciała zrobić. Moja królewna, kocham ją. Tak kocham ją ! Ale wiem że ona kocha mnie ale tylko jak przyjaciela, a ja nie chcę tego psuć. Nie chcę psuć miłość jej i Harry;ego. Widzę jak się kochają, jak na siebie patrzą. Gdy się całują coś kuję mnie pod sercem, ale jestem szczęśliwy że się kochają, że są razem.  Jej oczy mówią same za siebie. 
Wszedłem do sali i położyłem rękę na ramieniu Harry;ego . 
- Stary, wszystko będzie dobrze, ona z tego wyjdzie - oddałem. 

*Oczami Amelii

Usłyszałam głos Nialla. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Przyszedł do mnie. Tęsknie za nim, jest dla mnie jak starszy brat. 
Szłam lasem już chyba dobre 3 godziny. Wydawało mi się że krążę w kółko. Czemu nie mogę się już obudzić, co muszę zrobić 
Szłam przed siebie gdy potknęłam się o kamień prosto do jakiegoś rowu. Obiłam się o każde drzewo , patyk czy kamień. Turlałam się prosto w dół, który nie miał końca. Krzyczałam ale oczywiście na marne. Moje ręce były całe we krwi od patyków czy kamieni. W pewnym momencie moja głowa uderzyła w drzewo które zatrzymało mnie ... poczułam ból a moje oczy same się zamknęły. 
                                                                         ___

 Moje powieki lekko powędrowały w górę ale natychmiast się zamknęły przez oślepiające ją białe światło. Spróbowałam ponownie, udało się. 
- Kochanie - usłyszałam głos mojego księcia ...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka ! Hmm ... już następny rozdział ? Dla chcącego nic trudnego :* Jak wam się podoba rozdział ? Dla mnie jest ... beznadziejny ? Ale czekam na waszą opinie :) Następny już niedługo ? Może jutro ? 

Czytasz ? - Proszę skomentuj ! Dla ciebie to nic, a dla mnie motywacja do dalszej pracy :* ;3 

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 18

Moją twarz oświetlało słońce. Otworzyłam ciężko oczy. Znajdowałam się na jakieś ... polanie ? Powoli wstałam .. choć nie było to wcale takie łatwe. Z moich nadgarstków lała się ... krew ? Dopiero teraz przypomniała sobie co się , stało co zrobiłam. Na polanie nie było nikogo oprócz ptaków siedzących na drzewach i ćwierkających jakieś melodkie. To miejsce jest naprawdę piękne tylko co ja tu robię ? Czy ja umarłam. 
- Panie doktorze co z nią - usłyszałam głos ... Malwiny ? 
- Malwina ? - zawołałam ale nie uzyskałam odpowiedzi. 
- Malwina ! - zawołałam kolejny raz ale znowu nie uzyskałam odpowiedzi !
- Jej stan jest naprawdę poważny - odezwał się męski głos. Co tu się dzieje ? I gdzie ja jestem. 
Usiadłam na trawie zastanawiając się co mam zrobić żeby stąd wyjść. Wstałam i poszłam w stronę pobliskiego lasku. Muszę się stąd wydostać ! 

*Oczami Malwiny 

Siedziałam przy łóżku Amelii trzymając ją za rękę. Dlaczego ? Dlaczego to zrobiła ? Powiedziała mi że Harry ją zdradził i że jest chora ... ale dlaczego chciała się zabić ? Muszę zadzwonić do Harry'ego. Muszę mu powiedzieć że Amelia jest w szpitalu. Wiem jak ją kocha. Wiem też że nigdy nie zrobił by tego świadomie, musiał być pijany. 
Wyszłam z Sali i wybrałam numer do Harry'ego. 

M: Harry ? 
H: Mal ? Boże jak się cieszę że zadzwoniłaś ! Amelia nie odbiera moich telefonów! Gdzie ona jest ! - słyszałam w jego głosie smutek, ale to też nie zmienia faktu że on jednak ją zranił , tak ? 
M: Harry ... Amelia jest w szpitalu ... - nie zdążyłam dokończyć, kiedy Harry się rozłączy. 

*Oczami Harry'ego

Teraz normalnie coś we mnie pękło. Mój skarb leży teraz w szpitalu. Tak bardzo ja kocham a tak bardzo ją zraniłem znowu. 
-Chłopaki wychodzę ! - krzyknąłem trzaskając drzwiami i wsiadając do mojego czarnego Volkswagena. 

Po piętnastu minutach byłem już pod szpitalem. 
- Przepraszam panią ale gdzie leży ... Amelia Krynicka ? - spytałem jakieś  pielęgniarki. 
- A pan kimś z rodziny ? 
- Tak jestem jej ... narzeczonym - musiałem skłamać bo przecież co miałem zrobić ?
- Dobrze, pani Amelia leży w sali 136 , prosto i w lewo-powiedziała i weszłado
jakiegoś pokoju. Poszedłem za jej wskazówkami a już po chwili znalazłem się obok płaczącej Mal. Przytuliłem ją mocno do siebie, a na moim policzku poleciały łzy kiedy zobaczyłem moją księżniczkę. 
Leżała na łóżku cała blada, a na nadgarstkach miała owinięte bandarzami. 
- Mal, co ona chciała zrobić - zapytałem. 
Jedyne co usłyszałam to głośniejszy płacz Malwiny. Zaszokowany podeszłem do jej łóżka i usiadłem obok niej. Moja księżniczka leży tutaj , przeze mnie ... jeśli coś jej się stanie nigdy sobie tego nie wybaczę. 
- Kochanie słyszysz mnie ? - zapytałem spoglądając w jej stronę. Położyłem głowę na jej brzuchu. Nawet przykryty kołdrą by zimny. 
- Kochanie ....

* Oczami Amelii 

Szłam przez las, który się normalnie ciągł i ciągł ! 
- Kochanie ... proszę wybacz mi - usłyszałam głos ... Harry'ego ? - kocham cię rozumiesz ! Proszę obudź się - mówił przez łzy. 
- Harry! Harry gdzie jesteś ? - krzyczałam. Co jest ? Z czego mam się obudzić. Dobra stop , muszę sobie wszystko od początku przeanalizować. Okej najpierw byłam u lekarza, a później poszłam do Harry'ego i .... pokłóciliśmy się wróciłam do siebie , płakałam , później wzięłam żyletkę i ... i zaczęłam robić kreski a później .. odpłynęłam ? Może ja nie żyje ? Ale skoro nie żyje to dlaczego słyszę głos Harry'ego ? A może ... chwila słyszałam głos lekarza który mówił że kogoś stan jest poważny, czyli ja po prostu śpię ? 
- Amelia ja cię naprawdę przepraszam , obudź się proszę ! Nie wybaczę sobie jak coś ci się stanie - znów głos Harry'ego ... nienawidzę go ale jednocześnie kocham ponad życie. Kurwa co jest ze mną nie tak ? 
Muszę się obudzić , muszę wrócić z powrotem na ziemię do cholery ! 
Uszczypnęłam się ale to nic nie dało , drugi raz , trzeci, czwarty ... nic ! 
Nie chcę tu być. Chce wrócić do Mal , do chłopaków ... nawet do Harry'ego. Nie chcę umrzeć .. teraz już to wiem , wiem że chcę żyć i że chcę walczyć do końca. Ale czy nie jest za późno ? 

----------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka ! Jest następny rozdział ... 2 rozdziały jednego dnia ? Tak wiem, ale po prostu teraz jestem chora i po prostu nie chodzę do szkoły, więc mam sporo czasu na pisanie. Nie wiem czy kolejny rozdział nie pojawi się już jutro :) 

Czytasz ? - Proszę skomentuj ! Dla ciebie to nic a dla mnie motywacja do dalszej pracy ;3 :)

Rozdział 17

- Harry ? - zapytałam patrząc z niedowierzaniem na nagiego Harry'ego całującego się z jakąś lafiryndą ( oczywiście nago ) - co ty ? - łzy lały się, a policzki miałam już całe mokrę. 
- Amelia ? To nie tak jak myślisz - oderwał się od tej szmaty. 
- Nie tak jak myślę? Czy ty się kurwa słyszysz ! 
- Amelia ja .... 
- Nie tłumacz się ! Ja przychodzę do ciebie i chcę ci powiedzieć że mam białaczkę a ty pieprzysz się z jakąś pierwszą lepszą szmatą ! Ty sukinsynie ! - krzyknęłam przez łzy. 
- B-białaczkę - wykrztusił. Spojrzałam w jego oczy. Były pełne łez, szczerze ? Nie ruszało mnie to. W tej chwili czuła do niego tylko obrzydzenie. 
- Tak białaczkę ! I wiesz co ! Już nigdy w życiu mnie nie zobaczysz ! Nigdy ... brzydzę się tobą rozumiesz ? - krzyknęłam i wybiegłam z domu kierując się w stronę mojego domu. 
Weszłam i zatrzasnęłam drzwi na wszystkie spusty, opierając się o nie. 

Jak on mógł ... co ja takiego zrobiłam że mnie to spotyka ! Co ? 
Tak mnie kochał to ? Tak uwielbiał patrzeć e moje oczy .... mówił że będzie ze mną zawszę! A teraz co ? 
Gdybym przyszła godzinę później , nie powiem co mogli by tam robić ! 


Wiem. Ja też nie jestem idealna ale .... ja nigdy w życiu nie zrobiła bym czego takiego! Za bardzo go kocham. A on ? Skąd mam wiedzieć czy to był pierwszy raz. 
- Amelia ? - zapytała Malwina podchodząca do mnie - Jezus Maria co się stało ? 
- Wiesz co się stało ? Harry mnie zdradził. Zdradził kurwa. Akurat wtedy gdy najbardziej go potrzebuje, gdy jestem chora ! On mizia się z jakąś laską - krzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. 
Rzuciłam się na swoje łóżko. To co się w tym momencie ze mną działo nie można było nawet nazwać histerią. 
A może to nawet dobrze że mnie zdradził ? Przecież i tak mieliśmy się rozstać ! Skoro i tak mam umrzeć to czemu ja si wogóle martwię. Wszystko się skończy i każdy zapomni i mnie " Sławnej dziewczynie Harry'ego Stylesa z One Direction ". Wszystko się skończy. Wszystko co do tej pory się stało zniknie jak za pstryknięciem ręki. Skończy się a ja i tak nie mam na to żadnego wpływu. Nawet się cieszę że umrę. Może tam w niebie nie będę tak cierpieć ? Hmmm .... niebo. Piękne słowo, c co tak naprawdę oznacza ? Wszyscy mówią że niebo jest piękne ale skąd mogą to wiedzieć ? Byli tam ? Nie, nie byli tam. Wieżą w boga i myślą że tak czy tak pójdą do nieba. Hmmm ... żałosne. Ale śmierć musi być przyjemna skoro tyle ludzi jej pragnie, prawda ? A może to ze mną jest coś nie tak? Może ja mam coś z głową? Najpierw Szymon, teraz Harry .... Czy ja mam na glowie napisane ZDRADŹ MNIE ? A może po prostu to tak miało się stać? Takie było moje przeznaczenie, a ja głupia chcę je oszukać. To nie ma sensu.


...

Podeszłam do lustra w łazience. Spojrzałam na siebie. Po moich policzkach spływały zły a wokół oczu miałam wory. Zaśmiałam się sama z siebie. Gratulację Amelia , pacz do czego się doprowadziłaś. Depresja mórowana.

 Podeszłam do szafki i wyjęłam z niej coś czego nigdy nie używałam, za bardzo się bałam. 
Popatrzyłam na mój nadgarstek na którym zawieszone były moje ulubione bransoletki. Zdjęłam każdą po kolei odkładając powoli na stół. 
Łza spłynęła prosto na żyletkę. Wzięłam ją do ręki i dobrze się jej przypatrzyłam. Nigdy nie myślałam że będę miała powód by jej użyć. Hmmm ... ale teraz już znalazłam powód. Przyłożyłam żyletkę do nadgarstka i zrobiłam duże nacięcie. Łzy lały się po moim policzku ale ja nie przestawałam. 
                         


Robiłam coraz głębsze i większe nacięcia które z każdą chwilą przestawały boleć. Poczułam ból z tyłu mojej głowy. Żyletka wypadła z moich rąk z moje oczy stawały się coraz cięższe i cięższe ... odpłynęłam. 





-------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć koteczki ! Jest następny rozdział ! Przepraszam że dopiero teraz ale mogłam dodać go wcześnie ... Jak wam się podoba ?!? Następny już niedługo! :)

Czytasz ? - Proszę skomentuj ! Dla ciebie to nic , a dla mnie motywacja do dalszej pracy ! 
 















sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 16

- Badania wykazały wirusy RNA w pani krwi - oznajmił. Wirus RNA ... co to znaczy ?
- Panie doktorze co to znaczy ?
-  Białaczka T-komórkowej typu 3-ego - wyszeptał jakby wcale nie chciał mi tego mówić. Czy on właśnie .... nie !
- B-b-białaczka ? - głos trzęsł mi się. Nie, to nie prawda. Ja nie mogę być chora ! Nie mogę !
Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nie wytrzymałam i wybiegłam ze szpitala kierując się w stronę pobliskiego lasku. Usiadłam pod drzewem przybliżając nogi pod brodę. Nie .... to musi być jakiś pojebany sen ! To na pewno mi się śni. Uszczypnęłam się ale na moje nieszczęście nie obudziłam się w moim miękkim uszku tylko nadal siedzę pod drzewem w ty ciemnym parku.
Czemu to mnie spotkało ? Dlaczego ja ? Co ja takiego zrobiłam że akurat wypadło na mnie ? Akurat teraz gdy wszystko w tym moim cholernym życiu zaczęło się układać muszę być ... być chora ? Czemu ? Kurwa. Życie jest do dupy.

 ....




Jest już 23.57 a ja nadal tu siedzę. Nie chcę się stąd ruszać. Mam chyba 10 nieodebranych połączeń od Malwina , 7 od Nialla ... i 0 od Harry'ego. Hmmm ... trochę mnie to smuci ale przecież sama kazałam mu iść na tą imprezę .... prawda ? On chciał iść ze mną ale ja oczywiście musiałam postawić na swoim. Teraz tego żałuje ....
Chciała bym żeby Harry przytulił mnie i powiedział że wszystko będzie dobrze. Że pomoże mi w tym wszystkim. Że przejdziemy przez to razem ....
Razem .... ? Tak ... tak bym chciała usłyszeć. Co ja sobie przecież myślę ? Że Harry będzie mnie jeszcze chciał gdy się dowie ? Nie chce być dla niego ciężarem. Nie chcę żeby prze ze mnie było mu ciężko. Może powinniśmy się rozstać ? Nie wiem ...... chyba ? Tak. To będzie najlepsze rozwiązanie. Nie będzie musiał się mną przejmować. Nie będzie musiał latać za mną do szpitala. Będzie żył tak jak wsześniej .... jak jeszcze się nie znaliśmy.
Przecież kto by chciał mieć dziewczynę  która i tak zaraz umrze ?
Przecież skoro mam białaczkę umrę ...... Umrę. Nie zobaczę już nigdy Mal ani chłopaków ani rodziców nikogo ....



 Kurde skoro mam umrzeć to po co ja do cholery żyje ? Po jakie licho moja mama mnie urodziła ? Po jakie licho wogóle spotkałam Harry'ego ? Żeby teraz wszystko co między nami jest przepadła ?
No kurwa Boże odpowiedź mi ! Po jakie licho mnie tu kurwa zesłałeś ? Żeby wszystko co cudownego dzieje się w moim życiu zgasło .... przepadło ?
Skoro tak to naprawdę nie rozumiem PO CO ?
Hmmmmm .... jestem żałosna. Użalam się nad sobą zamiast zacząć walczy ! Zresztą zawsze taka jestem .... płacze, wspominam to co złe ale zawsze boje się czegoś zrobić. Nigdy nie umiem się nikomu postawić , jestem zbyt nieśmiała. 
Otarłam łzy i wzięłam garstkę ziemi do ręki. Zaczęłam się nią bawić, przekładać i odkładać.
Zastanawialiście się kiedyś jak pachnie ziemie ... tak inaczej. Świeżo a za razem tak jakby leżała tu z milion lat ... KURDE CO JA GADAM ! ZACHCIAŁO MI SIĘ MONOLOG O ZIEMI TWORZYĆ.
TA BIAŁACZKA TO MI JUŻ CHYBA TOTALNIE SIADA NA MÓZG !
Może to i nawet lepiej. Im szybciej umrę tym szybciej to wszystko się skończy. Nie chcę aby inni mieli ciężko ze mną.
Wiem że będą mieli. Ciągłe szpitale , walanie się w tą i z powrotem. Większość osób gra dobrą minę do złej gry a tak naprawdę ma wszystkiego dość.
Hmmm ... ciekawe jak zareagują rodzice ? Założę się że najpierw będą się martwić " O Boże nasza biedna córeczka " czy " Kochanie jesteśmy z tobą , będzie dobrze ", ale gdy już umrę zapomną, że wogóle mieli kiedykolwiek córkę. Boże jak można mieć  tak przejebane w życiu
jak ja ?  Pamiętam jak ja i Mal byłyśmy dopiero w pierwszej klasie podstawówki. To były najlepsze czasy mojego dzieciństwa.

                                                            WSPOMNIENIE

Jeeeeeeej - krzyknęłam huśtając się się na huśtawce na szkolnym placu zabaw. Usłyszałam dobrze znany mi śmiech za moich pleców. Oczywiście była to Mal.
- Choć na drugą - zawołałam pokazując na wolną huśtawce obok mnie, lekko huśtającą się jeszcze po poprzedniej osobie.
Mal pośpiesznie usiadła na huśtawce rozhuśtając się do mojej wysokości.
Obie śmiałyśmy się.
- Na trzy skaczemy ... raz, dwa ... trzy ! - krzyknęła Mal. Obie w jednoczesnym czasie wyskoczyłyśmy jak poparzone z huśtawki lądując tuż obok siebie.
Spojrzałyśmy na siebie zdezorientowane, po czym wybuchłyśmy śmiechem.


- Kocham cie siostro - powiedziałam przytulając się do niej jak najmocniej.
- Ja ciebie mocniej - odpowiedziała.
Teraz wiem że znalazłam kogoś kto jest warty mojej przyjaźni. Malwinę. Kocham ją.
Teraz już zawsze będziemy razem.
Smutne czy wesołe .... zawsze razem.



                                                              KONIEC WSPOMNIENIA


Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zawsze razem .... teraz już nie zawsze ....
Kiedyś myślałam że ta przyjaźń przetrwa wiecznie ... teraz już wiem że była w błędzie.

Chyba czas już się zbierać. Przecież nie będę całą noc siedzieć w lesie, prawda ?
Podniosłam się i ruszyłam w stronę ulicy gdzie z oddali zobaczyłam zaparkowaną tam taksówkę a w środku kierowce. Podeszłam do niego i zapytałam ;
- Dzień dobry. Wolny pan ?
- Oczywiście - odpowiedział. Wsiadłam do środka i podałam adres kierowcy.
Spojrzałam na szare ulice, które mijaliśmy. Czy to naprawdę możliwe że mogę już nigdy nimi nie przejść. Pojedynicza łza popłynęła po moim policzku, ale szybko ją wytarłam.
- Chłopak - zapytał ... kierowca ?
- Nie
- Przyjaciółka - zapytał po raz kolejny. Kurde jaki ciekawski ... ciekawe po co mu te informacje. Książkę piszę ?
- W takim razie nie wiem - powiedział.
Odetchnęłam głęboko.
- Życie - wyszeptałam.

Po 20 minutach byłam już pod domem chłopaków. Dlaczego nie pod swoim ... ? Ponieważ muszę porozmawiać z Harrym , i to poważnie porozmawiać .
Otworzyłam drzwi moim kluczami które dorobił mi Harry na wszelki wypadek i weszłam do środka.
W całym domu światła były zgaszone, ale wiedziałam że chłopaki są w domu ponieważ w przedpokoju wisiała kurtka Zayna.
Powoli udałam się na górę by nie obudzić ( najprawdopodobniej śpiących ) chłopaków. Podeszałm do pokoju Harry'ego i lekko zapukałam, lecz nikt mi nie odpowiedział, ale słyszałam jakieś głosy pochodzące z jego pokoju. Co tam się dzieje ?
Otworzyłam drzwi , a gdy tylko to zrobiłam łzy zapełniły moje oczy , powoli spływając po moim policzku. Nie .... to już za wiele.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć , koteczki ! Paczcie z nowym rozdziałem wyrobiłam się wcześniej :D To chyba dobrze ? Ten rozdział chciałabym dedykować Nataszy ( mam nadzieje że Natasza skapnie się że o nią chodzi ).
A tak wogóle to rozdział się podoba ?

Czytasz ? - Proszę skomentuj. Dla ciebie to nic ... a da mnie motywacja do dalszej pracy :* ;3 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 15

- Okej po wyniki badań zapraszamy za tydzień - powiedział lekarz.
- Dobrze , do widzenia - odpowiedziałam kierując się razem z Harrym w stronę wyjścia ze szpitala.
- Boję się ... przecież badania kontrolne ? Na onkologi ? Nie wysłali by cię tam gdyby niczego nie znaleźli - Harry spojrzał na mnie. 
- Harry wiem ... ja też się boje. Na pewno to tylko kontrola ... - odpowiedziałam
- Taaa ... tak sobie wmawiaj - wyszeptał. Ja już nic nie odpowiedziałam .... dlaczego ? Bo miał racje. Onkologia ... to chyba dziwne żeby robić na tym oddziale badania kontrolne , prawda ? Boje się , cholernie się boje. Dlatego nienawidzę szpitali , nienawidzę się bać bo gdy się boje najczęściej płacze ... a nie lubię płakać. Nie lubię być taką wrażliwą laską. Nie chce taka być !

Jechaliśmy  w ciszy autem Harry'ego. Ani ja ani on nie odzywaliśmy się do siebie.  Ta cisza jest do bijająca ... nie no koniec ! Nie wytrzymam !
- Przepraszam - powiedziałam prawię niesłyszalnym głosem. Harry głośno westchnął.
- Nie to ja przepraszam. Niepotrzebnie tak naskakiwałem ... po prostu się cholernie martwię dlaczego wysyłają cię na onkologie - oddał.
- Wiem ... kocham cię wiesz ? - zaśmiałam się mówiąc to. To takie przyjemne mówić te dwa słowa osobie która na prawdę na nie zasługuje, której tak na prawdę chcesz je powiedzieć.
- Wiem. Ale ja mocniej - odwzajemnił mój uśmiech.
Popatrzyłam na bruneta który całą swoją uwagę przeniósł na drogę. Był bardzo skupiony w tym co robił. Im bardziej był skupiony tym wyglądał bardziej sexy .... boże jakie ja mam myśli ! Ale z drugiej strony Harry to mój chłopak , więc mogę o nim myśleć co chcę ... i co mi się podoba. Hmm ... ostatnio mam naprawdę dużo myśli, nie mogę przez nie racjonalnie myśleć. Może powinnam pisać pamiętnik ? Nie wiem, słyszałam że tam można oddać wszystkie swoje myśli. Kiedyś pisałam pamiętnik ale przestałam to robić gdy skończyłam trzynaście lat. Wtedy wszystko w moim życiu się odmieniło. Miałam pierwszego chłopaka, byłam nim tak zajęta że przestałam mieć czas na pisanie pamiętnika. Miał na imię Kamil .... hmmm .... byłam w nim zakochana po uszy a on we mnie. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, gadaliśmy na przerwie, siedzieliśmy razem w ławce .... wszystko robiliśmy razem !
Ale musiał wyjechać. Było mi bardzo przykro ale jakoś to przeżyłam. Jesteśmy teraz przyjaciółmi. Kontaktujemy się raz na jakiś czas.
Pamiętam że to z nim pierwszy raz się całowałam. To było naprawdę cudowne.
Spojrzałam w szybę, obserwując szare ulice Londynu. Zarazem jest tu pięknie a jednocześnie zimno i szaro. Ale ... i tak kocham to miasto. Jest takie ... takie ... pełne magii, jeśli można tak to określić.

Zaraz byliśmy z domu. Już w progu drzwi Mal rzuciła się na moją szyje.
- Boże , Amelia .. nic ci nie jest ? Czemu cię tak długo tam trzymali ? - zapytała.
- Robili jej badania - odezwał się Harry - .... na onkologi.
Mal spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Co ? Na onkologi ? Czemu ? - spytał Patryk. Ruszyłam bezradnie ramionami.
- Nie smuć się, to na pewno tylko kontrola - Mal przytuliła mnie i pogłaskała po głowie.

- Może pójdziemy na zakupy, to zawszę poprawiało ci humor ? - zaproponowała.
- Okej a wy chłopaki idziecie z nami - chłopaki przecząco pokiwali głowami.
- Zostaniemy ... ale jak by coś się działo to dźwącię.


...

- Weź te - powiedziałam pokazując Malwinie sukienkę - będzie ładnie podkreślać twoje walory - zaśmiałam się.
- Może jaka śliczna - wyrwała mi ją z ręki, przykładając do swojego ciała. Czy mówiłam już kiedyś jaka Mal jest śliczna ? Chyba nie ... ale to prawda. Powinna być modelką ... właśnie trzeba jej kiedyś wbić ten pomysł do głowy.
- Muszę kupić jakieś do tej kiecki - oddała kołysząc cię z sukienką przy tali stojąc przed lustrem.
- Hmmm ... przydało by się - stanęłam za nią przed lustrem - Patrykowi na pewno się spodoba.
- Mam nadzieje - westchnęła.
- Ej co się dzieje - zapytałam.
- Nie nic
- No przecież widzę - odwróciłam ją w swoją stronę. Dopiero teraz zobaczyłam łzy w jej ochach. Otarłam je i przytuliłam - Malwina , no przecież widzę że coś się dzieje do cholery.
- Zerwałam z Patrykiem - odpowiedziała cicho a mnie zatkało ? Jak ? Jak najlepsza para , najbardziej kochająca się para mogła ze sobą zerwać ?
- Co ? Jak ?
- Po prostu. Od jakiś trzech dni ciągle się kłóciliśmy ... i to wiesz o kogo ... o Zayna ! Patryk jest zazdrosny o Zayna bo jak on to powiedział " Gapi się na mój tyłek ". Dzisiaj pokłóciliśmy się bo Patryk ubzdurał sobie że przespałam się z Zaynem rozumiesz ? A tak wcale nie było. Gdy pojechałaś do szpitala powiedziała mi że nie chce mieć takiej puszczalskiej laski i że z nami koniec - z jej oczu poleciały kolejne łzy - ale nie. Koniec. Skoro mi nie ufa to znaczy że już mnie nie kocha. Gdyby kochał ufał wy - wyszeptała.
- Świnia , pieprzona świnia - powiedziałam. Mal zaśmiała się ... chyba poprawiłam jej humor obrażając Patryka. To dziwne ale okej.

Byliśmy jeszcze w wielu sklepach i kupiliśmy bardzo dużo rzeczy. Nie dziwie się. Malwina zawszę gdy na doła albo robi zakupy albo gryzie poduszkę ... tak wiem co sobie teraz myślicie .... " Boże co ? Gryzie
poduszkę ? Jaki lol " ... ona tak ma. Ja płacze i wykłócam się a Mal gryzie poduszkę.

Jeśli chodzi o sukienkę Mal to kupiła taką :





                                       Kupiła też kilka innych ciuchów :






                                                        Ja kupiłam również kilka ciuchów :

                










Te zakupy były naprawdę fajne. Bardzo się śmiałyśmy. Zauważyłam że Mal od razu poprawił się humor. Przestała myśleć o rozstaniu z Patrykiem. To dobrze. Świnia nie zasługuję na nią. Byli taką świetną parą ale Patryk oczywiście musiał mieć humorki.

* Tydzień później

Dziś idę do lekarza po wyniki. Cholernie się boje co mnie tam czeka. A co jeśli będę na coś chora ? Kurdę mam dopiero 17 lat i mogę mieć przesrane życie ... hmmm ... oby nie.
Zeszłam na dół gdzie siedzieli wszyscy oprócz Patryka, który dwa dni temu wyprowadził się z powrotem do Polski. To nawet lepiej. Widziałam jak Malwina cierpi kiedy przechodzi obok niej obojętnie. Chłopaki zostali u nas na noc. Była naprawdę fajna zabawa.
- No hej - wyszczerzyłam się do wszystkich.
- Hejka wiecie jest taka sprawa - zaczął Lou - idziemy dziś do klubu idziecie z nami ? - spojrzał na mnie i Mal.
- Ja z chęcią - odpowiedziała Mal
- Ja nie mogę .. idę po wyniki badań.
- A ja idę z nią - Harry podszedł do mnie tuląc mnie od tyłu.
- Harry ... idź, dam sobie radę sama, nie mam pięciu  lat - zaśmiałam się
- Nie no coś ty ... mam cię zostawić samą ?
- Harry, idziesz i koniec kropka.
- Ale ...
- Ale nie ma ale. Pójdź. Jak wrócę to do ciebie zadzwonię okej ? - Harry spojrzał na mnie uparcie ale po chwili tylko zaśmiał się.
- Dobra ale dzwoń tylko jak coś się stanie i od razu jak wrócisz zrozumiałaś - spojrzał na mnie surowo.
- Tak tato - zaśmialiśmy się oboje.

* Parę godzin później

- Dzień dobry - powiedziałam wchodząc po pokoju lekarskiego.
- Witam panią - odpowiedział lekarz zdejmując z nosa okulary. Usiadłam na przeciwko niego.
- Chyba nie mam dla pani dobrych wieści - spojrzał na mnie.
- Proszę przejść do k-konkretów - mój głos trząsł się jak cziłała.
- Więc badani wykazały .......

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka koteczki <3 Przepraszam was że rozdział taki beznadziejny ale miałam zero weny ... zero ! :D
Chce wam bardzo bardzo bardzo podziękować za 1500 wyświetleń kochani ! Następny już niedługo.

Czytasz ? - Proszę skomentuj ! Dla ciebie to nic ! ... A dla mnie motywacja do dalszej pracy :* ;3